1 grudnia 2010

Zima znów zaskoczyła...

Patrząc się na to, co dzieje się właśnie na ulicy, zastanawiam się czy nie lepiej będzie niedługo zainwestować w psi zaprzęg.
Jak za każdym razem zima będzie zaskakiwać drogowców tak znienacka (zaczęło delikatnie prószyć wczesnym popołudniem), to czeka nas paraliż komunikacyjny.
Tramwaje stały przez ponad pół godziny, blokując częściowo ulicę, bo zamarzła zwrotnica.

Rano ten chodnik był czarny, teraz jest ok 5cm ubitego śniegu.

Natchnienie sprzętowe: dobrze skrojony kaptur w kurtce jest wart połowę jej wartości.

23 listopada 2010

Marmot Life, Berghaus Magazine...

Czyżby rodziłą się nam nowa, świecka tradycja?

W moje ręce wpadł w zeszłym tygodniu pierwszy numer magazynu "Marmot Life", w międzyczasie dostałem zapowiedź, że lada moment przyślą "Berghaus Magazine". Oba pisma są absolutnie sponsorowane i wydawane (w formie papierowej!) przez marki widniejące w ich tytułach.



Marmot Life
to ładnie wydane czasopismo, na błyszczącym papierze, ze sztywniejszą okładką.
Wszystkie 100 stron jest w kolorze.

W środku znajdziemy artykuły związane z wyprawami osób sponsorowanych przez Mamrota, wywiady z nimi, m.in. Stefan Glowacz i Piotr Pustelnik, masę rewelacyjnych zdjęć i dziewięcio stronicową, zimową galerię z dyskretnym opisem, jakie produkty widać na zdjęciu ;)
Ponadto znalazły się tu najciekawsze (zdaniem firmy) produkty z kolekcji zimowej oraz zapowiedź tego, co pojawi się na wiosnę 2011, parę reklam sprzętu narciarskiego, producentów tkanin etc.


Pismo ogólnie jest dość ciekawe, jednak zaskakuje mnie trochę idea jego powstania.
Zrozumiałe są dla mnie artykuły sponsorowane i reklamy w periodykach o większym zasięgu (pisma raczej się w kioskach nie dostanie), wydawanie katalogów, ale wysokobudżetowy magazyn?

Może to zapowiedź powrotu do namacalnej reklamy i częściowy odwrót od internetu?

Nieznane są ścieżki adeptów marketingu, może zafoliuję pierwszy numer, bo za 50 lat będzie wart tyle, co pierwszy numer komiksu z Supermanem ;)

14 listopada 2010

Pogoda była obłędna.


Reszta jak się wyśpię i ogarnę.
No i jest mała kolekcja zdjęć.

13 października 2010

Oddychalność membran - wyścig zbrojeń.

Od około tygodnia świat obiega informacja o tym, że Gore Inc. wypuszcza najlepiej oddychającą membranę Gore-Tex w historii - Gore-Tex Active Shell.

Jako zagorzały wielbiciel eVentu (choć ostatnio miałem chrapkę na dwa modele z Paclite Shell) zacząłem się zastanawiać na ile nowe wcielenie Gore będzie rewolucją w temacie oddychania.
Pozwolę sobie napisać sceptyczną analizę, a wnioski pozostawiam Wam.

eVent i Gore-Tex to membrany o tym samym składzie chemicznym, różniące się wykończeniem fizycznym.

Obie zbudowane są z rozciągniętego politetrafluoroetylenu (ePTFE) i są membranami porowatymi o bardzo wysokiej oddychalności i wodoodporności - otwarte pory membrany są mniejsze niż kropla wody, a większe niż cząsteczka pary wodnej.
Różnica pomiędzy nimi wynika z tego, że podczas używania butów czy odzieży z taką membraną, pory membrany zatykają się brudem i tłuszczem, którego nie sposób wyeliminować inaczej niż wieszając kurtkę w szafie ;)
Zabrudzenia wewnątrz porów powodują to, że kurtka zasysa wodę z zewnątrz, poprzez podsiąkanie, co często jest mylone z przemakaniem kurtki.

Tajemnicą poliszynela jest to, że Gore zabezpieczyło membranę przed zabrudzeniem dodając cieniutki warstwę poliuretanu, przez co pot musi się najpierw skroplić, żeby został przetransportowany przez membranę.
eVent jedynie zmniejszył prześwit porów, dzięki czemu pot jest wyrzucany na zewnątrz już w formie pary, jednak problem zaczopowania się porów membrany nie został wyeliminowany w 100%.
Niestety żadna z firm nie podaje dokładnych informacji na temat tego w jaki sposób wykańczane są ich membrany.

Taki stan rzeczy powoduje, że większość użytkowników uznaje eVent za lepiej oddychająca membranę niż Gore. Osobiście wydaje mi się, że jest to bardziej kwestia tego, że Gore zaczyna "oddychać" później - czeka na skroplenie się potu, eVent wywala go ad hoc.

Co więc będzie przełomem w nowym typie Gore?

gore active shellActive Shell według informacji prasowych, po pierwsze będzie laminowane tylko do bardzo cienkich tkanin zewnętrznych ~20den, po drugie sama membrana będzie cieńsza (może przez zrezygnowanie z warstwy PU, chociaż śmiem w to wątpić).
Polityka dotycząca wyrobów z nowego laminatu (tak, dobrze czytacie, chcąc coś z tego uszyć trzeba produkt skonsultować z producentem lamiantu, w ramach licencji ;) zakłada m.in. ograniczenie ilości szwów, klejenie ich najcieńszymi taśmami oraz zminimalizowanie miejsc z membraną na zakładkę (membrana na membranie).
Dopuszczalna, maksymalna waga wyrobu nie powinna przekroczyć 330g.

Produkty z Active Shell będą raczej kierowane do segmentu "ultra" - biegaczy, rowerzystów, napieraczy.
W segmencie "lekkim" dalej zostaje Paclite Shell - który dość dobrze znosi kontakt z plecakiem.
Pro i Performance Shell również nie ulegają zmianie.

Mamy więc:

produkt o obniżonej wadze, mniejszej wytrzymałości ale większej oddychalności od Paclite'a, który już i tak pojawiał się na nośnikach 20den. Deklarowana oddychalność RET Paclite <4, Active <3.

Produkt membranowy, kierowany do osób uprawiających sporty wysiłkowe, w których doskonale radzą sobie materiały bezmembranowe.

Laminat 3L o mniejszej wytrzymałości, a podwyższonej oddychalności w stosunku do innych z tej samej stajni, uzyskany przez zmniejszenie gramatury nośnika i rozsądne założenia projektowe.
Konkurencja już pokazała (bez wtrącania się w proces projektowy): lekki materiał 3L i konstrukcja eliminująca jakikolwiek zamek, waga 210g:

8 października 2010

Butelki, bidony, bukłaki.

butelka bukłak bidon na wodęPoniekąd odpowiadając na pytanie o wagę butelek SIGG, postanowiłem zważyć i opisać najczęściej używane pojemniki na wodę.

Na zdjęciu widać stojące od lewej: SIGG 1l, Nalgene Widemouth 1l, SIGG 0,5l
i leżące: Source Liquitainer 2l, Liquitainer 1l, Deuter Streamer 1l (stary typ z dodatkową kieszonką z tworzywa, naklejka jest Deutera a bukłak to Source Widepack).

Waga tych pojemników wygląda tak:
Liquitainer 1l - 28g
Liquitainer 2l - 35g
SIGG 0,5l - 107g
SIGG 1l - 131g
Streamer 1l - 148g
Nalgene 1l - 177g

Muszę przyznać, że pomimo największej wagi, najczęściej używam Nalgene - daje najwięcej możliwości i jest najwygodniejsza do napełniania w terenie.

W następnej kolejności są Liquitainery. Dwulitrowy mam już ponad dwa lata, litrowy od dwóch miesięcy. Ich zaletą jest to, że się ładnie składają oraz (a w zasadzie przede wszystkim), to że posiadają wykończenie antybakteryjno-mikrobowe wewnątrz - nie łapią zapachu i woda nawet długo w nich trzymana nie obrasta butelki. Często służą mi jako dodatkowy pojemnik uzupełniając Nalgene.

deuter streamer aka source widepackBukłak jest bardzo wygodnym rozwiązaniem, jednak coraz rzadziej z niego korzystam. Najczęściej zniechęca mnie problem z uzupełnieniem napoju w trakcie dnia. Umiejscowienie bukłaka wewnątrz plecaka ma zazwyczaj to do siebie, że żeby go napełnić trzeba go wyjąć a potem włożyć w to samo miejsce z powrotem.
Najczęściej wiąże się to z częściowym, ponownym przepakowaniem plecaka.
Wiem - marudzę ;) Ale widzę tylko taki powód tego, że używam go rzadko.
Deuter Streamer/Source Widepack bardzo łatwo się myje i wygodnie napełnia np. w strumieniu, dzięki szerokiemu wlewowi zapinanemu zasuwką na strunie. Również posiada takie samo wykończenie jak butelki Liquitainer.

Na koniec SIGG - butelki, do których mam sentyment. Odkąd zobaczyłem zdjęcie jakiegoś alpinisty z wpiętą taką butlą za korek do uprzęży (obok reszty żelastwa), stała się moim marzeniem, które dość długo potem zrealizowałem.
Butelki aluminiowe są lekkie, wytrzymałe (odkształcają się, złazi lakier, ale dalej są szczelne) i można je przenosić za ucho w korku. Irytuje mnie w nich długi gwint (zwłaszcza jak chce się pić) i wąski wlew. Gwint oczywiście musi taki być, bo w zasadzie na nim wisi ciężar butelki z wodą. Marudzenie na szerokość szyjki to - to wynik używania Nalgene.

Jak widać jestem zwolennikiem butelek wielorazowych (niekoniecznie wielokrotnego używania butelek PET) i zdecydowanie tęsknię do czasów, kiedy w warzywniaku można było kupić Staropolankę w brązowej, szklanej butelce zwrotnej.

30 września 2010

Cordurowo - kolorowo.

Dotychczas obraz polskiego turysty przedstawiał się zazwyczaj szaro-czarno, bądź czerwono-czarno - klasycznie do znudzenia.
Może wynikało z tego, że w dalszym ciągu kupujemy sprzęt na "n"-lat więc wybieramy kolory "bezpieczne", a może przyczyna jest inna - nieważne.

Ważne jest to, że taki stan rzeczy się zmienia i to, że w końcu firmy Polskie zaczynają gonić świat w zakresie żywych barw i nienudnych kolorów.
Pojawiają się zestawienia w stylu lat '80-'90 (de gustibus...) jednak w odrobinę bardziej soczystej tonacji.

Wczoraj miałem właśnie okazję dobrać się do nowych kolorystycznie plecaków i śpiworów Pajaka.



Oczywiście, jak na Pajaka przystało, zielone jabłuszko, fiolet czy pomarańczka to 100% Cordura.


"Dostępne w najlepszych sklepach muzycznych" ;)

27 września 2010

Reversible Polar Buff

Tak - znowu Buff®, ale to nie moja wina, że firma z Katalonii znowu wypuszcza na rynek coś nowego.

Polar Buff ReversibleNa nadchodzącą zimę Hiszpanie proponują nam kolejną wersję Buff'a z polarem.
Polar Buff Reversible - jak można się domyślić z nazwy, jest to wersja dwustronna, ale nie tylko.

Klasyczny Polar Buff posiada doszyty rękaw z Polartecu Micro do klasycznego Buffa, nowa wersja jest jakby dwuwarstwowa - rękaw z Polartecu jest wewnątrz Buff'a.
Obie tkaniny połączone są tylko na końcach, dzięki czemu można rozwarstwić ten wynalazek i np. wyciągnąć część polarową na dół, a cześć z mikrofibry na górę, albo na odwrót.

Polar Buff Reversible jest tej samej długości co Original Buff (a więc krótszy od Polar Buff'a) ale za to część polarowa jest dwukrotnie dłuższa.

Wiem - trochę to pokręcone - prawie jak sam dwustronny Polar Buff ;)



Dzięki polskiemu dystrybutorowi Buff, dostał mi się w ręce wzór w pięknym różowo-białym kolorze, więc pozwolę sobie zakończyć cytatem:

"Pink it´s the color of passion
`Cause today it just goes with the fashion
Pink it was love at first sight, yea
Pink when I turn out the light, and
Pink gets me high as a kite
And I think everything is going to be all right
No matter what we do tonight
You could be my flamingo
´Coz pink is the new kinda lingo"


Aerosmith "Pink"

Zdjęcia z telefonu - może je podmienię.

21 września 2010

Nie tylko ogry są jak cebula.

Czyli kolejne, długie rozważania na temat tego w co się ubrać w teren.
Nadchodzi jesień, dni robią się coraz krótsze a ranki i wieczory tchną chłodem i wilgocią.
Człowiek jest chyba jedynym zwierzęciem, które nie ma naturalnej ochrony przed niską temperaturą, więc musi zakładać na siebie odzież.

Przez wiele lat ubieraliśmy się "na cebulkę" - wiele warstw odzieży z jednej strony zatrzymuje większą ilość nagrzanego powietrza i pozwala na skuteczną regulację termiki (poprzez ściąganie lub zakładanie poszczególnych warstw), ale z drugiej strony często powoduje dyskomfort podczas ruchu oraz zwiększa konieczną ilość zabieranych rzeczy.

Rozwój technologii pozwolił na stworzenie materiałów lżejszych, nienasiąkliwych i o strukturze lepiej zatrzymującej ciepło, które przy okazji są w stanie odprowadzić pot na zewnątrz.
Taki stan rzeczy dał nadzieję na poprawienie komfortu noszenia odzieży, a przez to i komfortu użytkownika.

berghaus.comPrzekonywano nas do teorii opierającej się na trzech warstwach: bieliźnie termoaktywnej, polarze i kurtce z membraną - teraz mówimy o tym "hardshell".
W Polsce najczęściej składał się z koszulki syntetycznej, polaru "200" i kurtki z membraną.
Taki układ miał zapewnić komfort w dość szerokim spektrum temperatur i warunków, jednak dość szybko okazało się, że nie jest to zestaw idealny.
Zewnętrzna warstwa membranowa nie jest w stanie odprowadzić zbyt dużej ilości wilgoci, co jest skutkiem ubocznym zastosowania membrany, a warstwa termiczna podczas intensywnego wysiłku doprowadza do przegrzania, a podczas postoju nie zapewnia odpowiedniej izolacji. Polar jest odzieżą termoaktywną - do jej odpowiedniego działania potrzebny jest więc ruch.

Pojawiła się zatem kontr-koncepcja, która miała zniwelować problem związany z odprowadzaniem wilgoci i "zarządzaniem" temperaturą, oryginalnie nosiła miano "pile & pertex" i opierała się na odzieży noszonej przez Eskimosów. Została opracowana z myślą o zimie. Taki typ ubioru ograniczał ilość warstw do jednej, przez co zmniejszała się waga i objętość zabieranej odzieży, jak i poprawiał się komfort poruszania się w niej. Ten system został stworzony głównie na warunki zimowe.

Oba sposoby ochrony przed zimnem początkowo były przeznaczone dla wspinaczy (tych zimowych jak i wysokogórskich), jednak dość szybko zostały zaadaptowane przez turystów.
O ile w przypadku tych pierwszych, ograniczony zestaw odzieży na ciele ma jakieś uzasadnienie - w ścianie, na stanowisku czy będąc związanym liną ciężko jest się rozbierać czy ubierać (wyjątkiem jest kurtka stanowiskowa - belay jacket), a mniejsza ilość warstw oznacza większą swobodę ruchu, to przeciętny turysta idący po szlaku, nawet zimą, ma możliwość założenia bądź ściągnięcia dodatkowej warstwy, przez co może zapewnić sobie jeszcze większy komfort.
Ten dość prosty podział, wynikający z możliwości użycia odzieży, na wspinaczkową i turystyczną był kiedyś bardziej widoczny. Obecnie mam wrażenie, że został zatarty.

Producenci od dobrych paru lat proponują nam różnego typu produkty pod wspólną nazwą - softshell.
Najczęściej wyglądają tak, że od spodu posiadają cienką warstwę mechatego (mniej lub bardziej) polaru, a od zewnątrz mają gęsto tkaną, lekko elastyczną powierzchnię (co jest pomiędzy, to już inna historia). Tego typu materiały powstały początkowo dla narciarzy - zapobiegały przyklejaniu się śniegu (jak miało to miejsce w przypadku polaru) a jednocześnie były wygodniejsze od kurtki membranowej, która jest nieelastyczna i często sztywnieje na mrozie.
Właśnie przez to, że materiał nie krępuje ruchów i nadaje się na zimę, dość szybko zdobył popularność wśród wspinaczy. I tu historia się powtarza, ze środowiska wspinaczkowego, szybko przeszedł do turystycznego i zdobywa nowych zwolenników.

Wszystko by było w porządku, gdyby nie to, że i ten typ ubioru nie jest ideałem ;)
W założeniu, softshell jest rozwinięciem koncepcji pile&pertex, zakłada zmniejszenie ilości warstw, zwiększenie wygody podczas ruchu, ochronę przed wiatrem i śniegiem (nie przed deszczem).
Zasadniczo miał też mieć lepszą oddychalność, ale coraz częściej spotyka się softshelle z membraną, co akurat ten parametr sprowadza do poziomu hardshell'u.
Najczęstszym problemem związanym z softshellem jest fakt, że przemaka, więc uzupełnia się go lekką kurtką przeciwdeszczową. Drugi problem jest taki, że jest on dość "wąski" termicznie - latem bywa w nim za ciepło, zimą trzeba założyć coś pod spód.

To sprowadza nas do punktu wyjścia - ubioru "na cebulkę" - wiele warstw odzieży z jednej strony zatrzymuje większą ilość nagrzanego powietrza i pozwala na skuteczną regulację termiki (poprzez ściąganie lub zakładanie pojedynczych elementów), ale... nowe materiały są dużo lżejsze i wygodniejsze, nie krepują zbytnio ruchów i zajmują dużo mniej miejsca w plecaku.

Stosując odzież warstwowo można się szybko dostosować do zmiennych warunków, jakie zastaniemy na szlaku. Dwa cieńkie polary, zamiast jednego grubego, pozwalają na łatwą regulację temperatury.
Wiatrówka, chroni przed wychłodzeniem ale prawie nie ogranicza oddychalności, więc może być traktowana jako dodatkowa warstwa pod odzieżą membranową.
Lekka kurtka hardshell może być dzięki temu wykorzystywana jedynie podczas złej pogody, etc...

Taki system jest dużo bardziej elastyczny i pozwala na łatwe dostosowanie się do sytuacji.
Jednak wygląda na to, że porwani obietnicami mniejszej ilości warstw, większej swobody czy nieprawdopodobnej oddychalności, większość o nim zapomniała.
Ja sam stosunkowo niedawno sobie uzmysłowiłem zalety "cebulki", o których po prostu zapomniałem.
W szafie dalej mam dwa softshelle (stretch woven) i koszulę typu pile&pertex, których nadal używam - ale w warunkach przewidywalnych.
Mam klasyczny hardshell - używany również w konkretnych warunkach.
Tam gdzie spodziewam się wszystkiego - od marznącego deszczu, po palące słońce... zabieram kilogram cebuli :)

Do powyższych rozważań natchnęła mnie po części aura za oknem, ale nie tylko.
Przez przypadek znalazłem w sieci film opisujący sposób ubierania się na zimę i lato.
Film został stworzony przez NOLS (National Outdoor Leadership School), organizację z ponad 40 letnim doświadczeniem, założoną przez Paula Petzoldta.
NOLS nieco inaczej potraktowali temat warstw ubioru na zimę, uwagę zwraca wykorzystanie wiatrówki jako pełnoprawnej warstwy pośredniej oraz wyparcie warstwy polarowej przez lekką kurtkę/sweter syntetyczny.



Nie jestem wspinaczem, chodzę po szlakach starając się "nosić lekko", ale nie lubię marznąć ani się przegrzewać.
Jestem fanem nowych technologii, jednak uważam, że powinniśmy podchodzić do nich z rozsądkiem i nauczyć się z nich korzystać, zamiast ślepo wierzyć w zapewnienia wynalazców.
Da się zmniejszyć ilość warstw zakładanej odzieży, ale nie można wtedy liczyć na to, że będzie wtedy dobra na każde warunki.

17 sierpnia 2010

Śpiwór, mata, płachta - czyli długie i nudne rozważania na temat systemu do spania.

mata multimat, płachta biwakowa, śpiwór puchowWszystkie dobre rady dotyczące odchudzenia wagi swojego ekwipunku, już na początku wspominają o odchudzeniu/wymianie plecaka, śpiwora i namiotu. Śpiwór i schronienie to aż dwa elementy z "wielkiej trójcy", która waży zazwyczaj najwięcej.
Tym razem co nieco o tym w czym śpię i dlaczego akurat w tym.

Śpiwór.
Przez wiele lat używałem różnych śpiworów syntetycznych (do dzisiaj mam ze cztery w szafie), które spełniały wszystkie moje oczekiwania z wyjątkiem objętości po spakowaniu i wagi, choć waga stoi tu na duuużo dalszym planie.
Przed kupnem śpiwora puchowego najpierw odstraszała mnie cena, potem świadomość tego, że puch nie lubi wilgoci, itd...
Niedawno dojrzałem do kupna puchu i pojawił się problem - jaki model, ile puchu, jaka temperatura...?

Rozważania zacząłem od tego w jakim zakresie temperatur mam zamiar używać śpiwora.
Większość opinii dotycząca zawilgocenia śpiwora z jakimi się spotkałem, dotyczyła zbyt ciepłych śpiworów do temperatury w jakiej się śpi.
Pierwszy wniosek: nie kupić zbyt ciepłego śpiwora.
Zbyt lekki śpiwór puchowy ma raczej ograniczone zastosowanie ze względu na obecność wilgoci, jednak czasami zdarza się spać w wyższej temperaturze niż komfortowa dla śpiwora.
Drugi wniosek: śpiwór powinien mieć możliwość wentylacji.
W moim przypadku, najczęściej sypiam w terenie w okresie wiosna/jesień, lekka zima.
Latem mogę wziąć syntetyk.
Trzeci wniosek: należy szukać śpiwora z T lim w okolicach -5/-10°C
Śpiwór będzie używany z płachtą biwakową (bivibag), która chroni go przed zawilgoceniem i dodatkowo dodaje około 3°C do termiki śpiwora. Na większe mrozy mogę zastosować dodatkową wkładkę jedwabną lub z cienkiego śpiwora syntetycznego.
Reasumując - zacząłem się rozglądać za śpiworem, z granicą komfortu w okolicach -5°C, pełnym zamkiem i przyzwoitym ale nie najdroższym materiałem zewnętrznym (płachta).

Rozważałem kupno w zasadzie trzech modeli śpiworów:
Goextreme Barents 600 - ten był najcięższy ze wszystkich trzech i przy większej ilości puchu miał w zasadzie deklarowaną tę samą temperaturę jak konkurenci. Nie przerażają mnie negatywne opinie a propos pokrycia śpiwora.
Cumulus Mysterious Traveller 500 - najlżejszy i z najlepszego materiału, odpadł ze względu na dostępność. Taka ciekawostka - ten sam Cumulus w UK, ma podawaną temperaturę -7°C i cenę katalogową 185£ cena w funtach nie jest bynajmniej zawyżona, tylko ta w złotówkach jest "na polską kieszeń", ale dlatego nie można tych śpiworów nigdzie pomacać, zamówienia tylko przez stronę producenta.
Pajak Radical - był dostępny od ręki, więc zdążył na moje urodziny ;) Okazał się cięższy niż deklarował producent. Temperaturę trzyma prawidłowo.

Mata, karimata...
Pod śpiwory syntetyczne w zasadzie nie potrzeba aż tak dobrze izolujących mat do spania, ponieważ włókna syntetyczne mniej się kompresują pod wpływem użytkownika niż puch.
Idealne do zastosowania na lekką zimę wydają się być maty samopompujące - są miękkie i dobrze izolują i zajmują niewiele miejsca w plecaku.
Ale są ciężkie i "wrażliwe na nieroztropność", dlatego mimo paru podejść do kupna, dałem sobie spokój.
Podobnie sprawa ma się z materacykami dmuchanymi - łatwo je przebić, a do tego trzeba się namęczyć żeby je napełnić.

Maty piankowe - potocznie karimaty.
mata zimowa przy 30-to litrowym plecakuPrzewagą nad innymi matami jest ich niezawodność (nawet podziurawione działają), niska waga i niska cena. Minusem jest niewielka grubość, przez co śpi się mniej miękko oraz to, że po zwinięciu mamy wielką rolkę i w zasadzie nie da się jej nijak zmniejszyć.
Ze względu na dostępność różnych modeli i niską cenę, można sobie pozwolić na różne modyfikacje takiej maty - można rozciąć ja na fragmenty i skleić tak, żeby składała się jak harmonijka, dzięki czemu wejdzie do środka plecaka. Można ją też przyciąć do długości wystarczającej na izolowanie korpusu i ud - zyskamy w ten sposób mniejszą średnicę rolki, a głowę i nogi kładziemy na częściach wyposażenia (polar, plecak).
Tak dociętą matę EVA 12mm używałem do momentu kiedy nie kupiłem maty Multimat Adventure, o której już wspominałem. Tempeartury podawane przez producenta -15°C i 60°C myślę, że należy traktować podobnie jak w śpiworach - jako dolną i górną granicę komfortu. Póki co miałem okazję spać na niej w temperaturze tuż powyżej zera i spało się twardo ale ciepło - czyli zgodnie z oczekiwaniami.
W celu zwiększenia komfortu cieplnego przy trzaskających mrozach przewiduję dołożenie w/w przyciętej maty 12 EVA.

Ochrona przed deszczem i wilgocią.
Jako, że jeżdżę głównie na krótkie wypady i to najczęściej w pojedynkę, nie widzi mi się noszenie namiotu.
Oczywiście widzę jego zalety, jednak jego wady - objętość i waga - przeważyły i wybrałem płachtę i plandekę biwakową.
Na początku uściślę, co przez to rozumiem w kontekście nomenklatury angielskiej, ponieważ nazewnictwo bywa różne i określenia stosowane są często zamiennie.
Dla mnie: plandeka = tarp,
płachta biwakowa = bivibag.

poncho tarpJednym z pierwszych wynalazków, kŧórego używam do dzisiaj, jest amerykańskie wojskowe poncho.
Dzięki oczkom i dwustronnym napom można je spiąć po długości, jak naleśnik i zaimprowizować pokrowiec na śpiwór, lub spiąć z innym (innymi) i zrobić improwizowany namiot.
Do poncho można dokupić podpinkę, która po zmodyfikowaniu sprawdza się jako letni śpiwór.
Poncho oczywiście dobrze zastępuje kurtkę przeciwdeszczową w warunkach leśnych i nizinnych - w górach ze względu na wygodę i bezpieczeństwo wolę kurtkę.

W roli pokrowca na śpiwór lepiej sprawdza się jednak klasyczny bivibag - worek do którego wpełzam razem z matą i śpiworem. Teoretycznie nie powino miec znaczenia czy worek ma jakąś membranę, czy jest zrobiony z nieoddychalnej tkaniny, jednak w praktyce mogę napisać tyle, że nieważne jaka membrana, ważne żeby jakaś była.
Ilość wilgoci skroplona w foliowym worku, a w płachcie membranowej jest drastycznie różna.
Używałem dotychczas płachty szytej rzekomo z wojskowej odmiany Gore-texu (szyta chałupniczo, kupiona na alledrogo), która wymieniłem na lżejszą ale mniej pancerną płachtę Trekmates, która teoretycznie ma dość słabą oddychalność. Różnicy nie zauważyłem - jedyne zawilgocenie jakie widać, pojawia się w okolicy ust i jest naturalnym następstwem skraplania się wody z wydychanego powietrza.
Płachty biwakowe w postaci worka na śpiwór mają tę wadę, że jak pada, woda dostaje się przez otwór na twarz, dlatego warto połączyć taki worek z plandeką, z której zrobimy sobie jakiś rodzaj zadaszenia.
Tu sprawdza się całkiem nieźle wspominane poncho, jednak nie należy ono do najlżejszych rozwiązań.
Lekkie i tanie są plandeki budowlane, które strasznie szeleszczą ale do prób i zabaw są idealne, a jest czego próbować bo sposobów rozbicia tarpu jest całe mnóstwo.

micro tarp in the fieldSposób rozbicia plandeki zależny jest też od jej wymiarów, im mniejsze wymiary, tym mniejsza waga...
tym tokiem rozumowania dochodzimy do konkluzji, że potrzebny jest nam daszek nad samą głowę (zakładam, że płachta ma klejone szwy i na nogach nie przemoknie).
Rozbijamy więc mikrotarp - w wersji high-tech-profi ma on odpowiedni kształt, jest asymetryczny, ma odciąg na środku itd. W wersji dla leniwców, jest to prostokąt z oczkami na rogach i w połowie długości większych boków. Taka wersja podczas dobrej pogody służy mi jako podkładka/podłoga lub plandeka ochronna na rzeczy, które zostają poza płachtą. Podczas niepogody można taki tarp rozciągnąć między drzewami, podwiesić do gałęzi lub przy pomocy paru szpilek i kijka rozbić na otwartym terenie (ma tendencje do bycia żaglem, więc należy go dobrze przymocować).

Po tak długim i nudnym wywodzie pora chyba na jakieś wnioski.
Obecnie mój podstawowy zestaw do spania wygląda tak:
Pajak Radical - waga realna 960g
Multimat Adventure - waga realna 152g
Trekmates Bivibag - waga realna 359g
Razem - 1471g

W zależności od prognozowanych warunków dokładam plandekę przeciwdeszczową w postaci poncho - 485g lub mikrotarpu - 125g.
Powyższy system daje mi komfort snu w temperaturach około zera, przy przymrozkach i temperaturze spadającej w okolice granicznej dla śpiwora (nie jestem do końca pewny termiki maty).
Płachta biwakowa dodaje odrobinę do termiki śpiwora, chroni go przed wilgocią i szronem osadzającym się na materiale zewnętrznym a także przed błotem i brudem - sypiam na glebie, bez podłogi.
Najwyższa temperatura w jakiej spałem w tym zestawie to ok +10°C - spałem w rozpiętym śpiworze, ale w płachcie, która chroniła przed wiatrem.
Przy dużej wilgotności powietrza (padający przez całą noc deszcz, ale spałem w wiacie turystycznej) i temperaturze szacowanej na ok +5°C wstałem wypoczęty i wyspany (rześki nigdy nie bywam ;) jako jedyny ze śpiących w tej wiacie - wtedy naprawdę przestałem żałować noszenia dodatkowych gramów - wcześniej zwątpiłem widząc megamały śpiworek Cumulusa z serii LiteLine (200g), ale poranek rozwiał wszelkie wątpliwości.

5 sierpnia 2010

Raport ze szlaku.

vick - raport ze szlaku

Wymyśliłem sobie taki mini cykl, w którym postaram się zawrzeć w krótkiej formie swoje wrażenia z używania zabranego sprzętu w kontekście konkretnego wyjazdu, pogody etc.

Na pierwszy raz dwa deszczowe wyjazdy - Babia Góra oraz Szczawa-Mszana Górna.
Wyjazdy pechowe pogodowo, bo oba miały być w Tatry, ale za pierwszym razem spasowaliśmy po zapowiadanym pogorszeniu pogody, które trwało przez cały tydzień i skończyło się dopiero w niedzielę.
Za drugim razem zmieniłem plany w zasadzie przy kasie biletowej i sądząc po tym co się działo na Podhalu, zrobiłem słusznie.

black diamond epic 35 testPo pierwsze: plecak - testowy Black Diamond Epic 35 sprawdził się całkiem dobrze. ergoACTIV jest dla mnie całkiem nowym odkryciem i od początkowego zachwytu przeszedłem przez dużą niechęć do systemu aż do stanu, kiedy stwierdziłem, że jest "OK". System wymaga zupełnie innego sposobu noszenia plecaka niż ten, do którego się przyzwyczaiłem - po poluzowaniu szelek w celu odciążenia bioder plecak gibie się jak "p...y rezus", dopiero odpowiednie ustawienie szelek, które mają system Swing Arm pozwala na wygodne i skuteczne noszenie tego worka. Więcej szczegółów na ten temat tego plecaka skrobnę jeszcze później.

Pomimo mojej miłości do słoika Nalgene, kiedy nie mam pewności czy po drodze uda mi się uzupełnić wodę, zabieram dwulitrowy bukłak Source Liquitainer. Ma on dwie zalety - da się go zwinąć w małą rolkę kiedy jest już pusty oraz ma wewnątrz powłokę zapobiegającą rozwojowi bakterii i "przejmowaniu" przez bukłak smaku. Nie straszne mu ściskanie i maltretowanie wewnątrz plecaka. Waga wersji dwulitrowej to 38g.

W temacie odzieżowym, ciągle niezastąpiona wydaje mi się koszulka Montane Bionic zrobiona z materiału Sportwool. Tkanina łączy w sobie najlepsze cechy wełny i syntetyku, jedynie przeszkadza mi to, że koszulka jest strasznie szeroka pod szyją, gdyby zrobili ją w wersji polo byłaby idealna.
Koszulka w 100% z merynosów zastępuje mi cieńki polar - do przebrania wieczorem i na poranny rozruch jest ok, no i nie łapie tak zapachów.
spodnie trekkingSpodnie - Berghaus Statis są całkiem sympatyczne i wytrzymałe, ale całe są zrobione z grubej Cordury, która schnie wyczuwalnie dłużej niż Tactel z wstawkami z cieńszej Cordury rip-stop. Drugi model ubrany z uwagi na spodziewaną ilość błota - to spodnie z mieszanki bawełny i poliestru kupione lata temu pod znaczkiem @lpin's. Na upały są bardzo fajne, bo luźne i przewiewne, po deszczu schną przyzwoicie, no i kolor mają ogólno-błotny :)
Do turystyki leśno-kapuścianej są naprawdę dobre.

O palniku już pisałem, dodam tylko, że Optimus Crux przymocowany u dołu kartusza praktycznie znika niezauważony w plecaku, co mnie bardzo cieszy.

izula knifeNóż jest kolejnym przedmiotem, bez którego nie wychodzę z domu, więc tym bardziej nie wyobrażam sobie bez niego wyjazdu.
O nożach można wiele napisać i długo dyskutować. Dla mnie nóż to narzędzie - piękne i wyjątkowe - ale jednak narzędzie. Podobne podejście do tworzenia noży ma firma ESEE (dawniej RAT). ESEE zrobił mały, użytkowy i absolutnie rewelacyjny nóż o nazwie Izula, z którym od grudnia zeszłego roku nie rozstaję się na żadnym wyjeździe.
Mimo niewielkich wymiarów, nożem można zrobić praktycznie wszystkie potrzebne turyście rzeczy - od posmarowania kromki pasztetem, przez wycięcie dziury w puszcze na improwizowany świecznik, po przygotowanie drewna na ognisko. Sam nóż waży niewiele i dodatkowo nie straszy otoczenia, w uszytej przeze mnie pochwie praktycznie nie rzuca się w oczy nawet jak wisi przy pasie.

Na koniec zostawiłem buty.
Temat, który wałkuję od jakiegoś czasu, bo z jednej strony widzę plusy lekkich butów trailowych lub podejściowych, a z drugiej strony doceniam ochronę i niezawodność wysokiego buciora.
Berghaus Cuesta II w ulewnym deszczu spływającym po granitowych płytach na Babiej Górze spisały się rewelacyjnie. Przyczepność podeszwy na mokrym kamieniu jest zadowalająca. Problem z jakim się spotkałem to oczywiście woda - przy takich warunkach, jakie były na grani nie było szans, żeby w końcu nie przemokły. W pierwszej kolejności woda dostała się do nich od góry, spływała po nogawkach spodni, pod stuptuty i dostawała się do środka buta.
Wyciągnąwszy wnioski z tego doświadczenia na następny wyjazd odkurzyłem moje stare buty dżunglowe.
Ten ruch okazał się słuszny, bo mimo tego, że wyglądałem jakbym się urwał z jakiegoś obozu przetrwania, to gęste, lepkie błoto sięgające kostki nie było dla mnie problemem.
Samoczyszczący i głęboki bieżnik oraz wysoka cholewka skutecznie broniły mnie przed ślizganiem się i dostawaniem się do butów rozmoczonej gleby.
Może ktoś w końcu wyprodukuje ultralekkie i łatwe w czyszczeniu buty na błocko? Bo Inov8 Roclite 288 GTX są całe z siatki, która błotem się tylko zapcha.

U.S. Army Jungle Boots

2 sierpnia 2010

Optimus Crux - kuchenka z kosmosu



Mój palnik Primus Micro jest już na wykończeniu, od około roku przedłużam tylko jego agonię, ale jakoś nie potrafię się z nim rozstać.

Jak zauważyłem pierwsze oznaki jego zużycia (po 6 latach używania mają prawo się takie zacząć pojawiać ;) zacząłem szukać godnego następcy.
Na pierwszy ogień poszedł naturalnie Primus - jednak następca Micro - Micron jakoś nie przypadł mi do gustu, podobnie jego obecna wersja Micron Ti (tu głównie chodzi o cenę), model Express byłby ok (zwłaszcza ze względu na cenę), gdyby nie to, że nóżki pod garnek się nie składają tylko zsuwają razem przez co zajmuje więcej miejsca.

Ale drążąc temat dalej i trzymając się Szwecji trafiłem na ofertę Optimusa i ich sztandarowy palnik Crux.
Przez pewien czas temat był odkładany, przekładany i przesuwany, ale w zeszłym tygodniu przyszła pierwsza dostawa Optimusów do nowego polskiego dystrybutora, więc nadarzyła się okazja, by w końcu wypróbować Cruxa.

Co jest w nim takiego wyjątkowego (pomijajac fajny, zielony kolor pokrętełka, kartuszy i pudełka)?
Crux jest modelem statku kosmicznego U.S.S. Enterprise!

Optimus Crux Stove
Dla porównania:


Jak widać Optimus Crux ma składaną głowicę palnika oraz nóżki pod garnek, dzięki czemu można go wcisnąć pod wypukłe dno średniego kartusza z gazem.
Co ciekawe, palnik w cale nie waży aż tak dużo, bo jedynie 83g (82g waży Primus Express, Micro waży 101g). Optimus wprowadził też wersję lekką Crux Lite, bez składanej głowicy ale za to palnik waży 72g (tylko 3 g więcej niż Primus Micron Ti).
W konstrukcji składanego Cruxa odchudzono praktycznie wszystko, łącznie z pokrętłem i gałką regulującą płomień, którą zastąpiono składaną ramką z powlekanego na zielono drutu.
Regulacja nie jest przez to mniej wygodna i dalej jest możliwa w grubych rękawicach.

palnik optimus crux na kartuszuPo rozłożeniu głowicy i podpórek palnik ma wysokość ok 7cm i średnicę ok 9cm.
Trzy nóżki są ząbkowane i kubek czy garnek stoi na nich stabilnie - porównując do czterech w Micro, nie widzę żadnej różnicy.
Po rozłożeniu głowica palnika nie wykazuje chęci do ponownego złożenia się.

Żarnik palnika ma cztery rzędy otworów umieszczone obwodowo tuż przy krawędzi, więc płomień rozkłada się nieco szerzej niż w palnikach z płomieniem "świecowym". Taki układ teoretycznie lepiej się sprawdzi przy dłuższym gotowaniu gęstych potraw.
Przy małej średnicy naczynia (10cm) płomień tylko nieznacznie wychodzi na boki - przyznam że tego się trochę obawiałem, ponieważ najczęściej gotuję w wąskim kubku.

Optimus Crux płomień
Póki co znalazłem tylko jedną rzecz, która mi przeszkadza w tej kuchence - pokrętło regulacji płomienia jest bardzo czułe. Odnoszę wręcz wrażenie, że działa tylko w zakresie półtora obrotu od początku, dalsze kręcenie do oporu nie przynosi jakiś zauważalnych zmian, ale obrócenie pokrętła o milimetr potrafi czasami zgasić palnik. Możliwe, że to kwestia przyzwyczajenia i nabrania wprawy.

1 sierpnia 2010

Pamiętajmy.

1 sierpnia 1944, 17: 00

Godzina "W"

22 lipca 2010

Black Diamond Epic 35 - przedskoczek

black diamond epic 35 pack
Jak wspominałem poprzednio, BD szykuje na wiosnę 2011 rewolucję w plecakach.
Część z nich jest już dostępna, część się zmieni a inne dopiero pojawią się na wiosnę.
Jeden z takich plecaków wpadł do mnie na chwilę celem sprawdzenia komfortu noszenia w terenie :)

Black Diamond Epic 35 z systemem ergoACTIV

black diamond epic 35 backpackPlecak w zamyśle stworzony jako model "przewodnicki", co skutkuje prostym workiem i trochę bardziej rozbudowanym systemem nośnym niż w plecakach typowo wspinaczkowych - pas biodrowy ergoACTIV.
Pas biodrowy nie ma regulacji wysokości jak w modelu Boost i nie ma kieszonek na pasie, są za to dwie szpejarki i dwa tunele na śruby lodowe. Szelki są dość sztywne, ale wygodne - są wszyte wahadłowo - SwingArm. Wentylację pleców zapewnia wytłaczanka z pianki. Teoretycznie pas biodrowy można odpiąć i zastąpić 25mm taśmą, podobnie wyciągalna wydaje się być wewnętrzna płyta ze stelażem plecaka.

Black Diamond Epic 35Epic jest plecakiem jednokomorowym, bez zbędnych bajerów i gadżetów - ot tyle co potrzebne by wyjść w góry, na lodowiec czy podejść na stanowisko wspinaczkowe - również na nartach. Pod dolnymi, bocznymi trokami wszyta jest dodatkowa taśma przytrzymująca narty, taki układ pozwala zarówno na stabilne troczenie desek jak i dobrą kompresję plecaka.

black diamond front crampon patchZ przodu plecaka są umieszczone cztery metalowe oczka ukryte w usztywnionych kieszonkach. Do tych oczek przymocowane są stringi służące do mocowania np. raków. Oczywiście można je odpiąć i za pomocą sznurka od snopowiązałki czy innego repika przywiązać tam cokolwiek - np. emaliowany kubeczek :)
Praktycznie cały front plecaka jest klejony/spawany/bezszwowy. Jedynie dolne kieszonki na ostrza dziabek są szyte.

trok pod kominemPod klapą Epica mamy standardowy komin zaciągany sznurkiem oraz małą, niebieską pętelkę i kieszonkę mieszczącą długaśny trok. Trok przeciągnięty przez pętelkę tworzy dodatkową kompresję, pozwala na przymocowanie czegoś pod klapą bądź na przeniesienie liny niejako podwieszonej przy plecach plecaka.
Wewnątrz komory, na plecach mamy wszytą kieszeń na bukłak, powyżej której znajduje się rzepik oraz pętelka do jego podwieszenia. Wyjście na rurkę znajduje się zarówno z prawej jak i z lewej strony.
Pętelki są jeszcze dwie, wszyte przy górnym uchwycie czekana, razem z pętlą transportową tworzą trzypunktowy system do windowania plecaka.

black diamond epic haul loop

22 czerwca 2010

Black Diamond ergoACTIV od środka.

Co prawda z małym poślizgiem, ale wrzucam kolejną ciekawostkę.
Prawie trzy tygodnie temu miałem okazję pobiegać z paroma nowymi plecakami Black Diamond.
Wszystkie miały nowe systemy nośne: ergoACTIV i reACTIV.
Przyznaję, że zrobiły na mnie ogromne wrażenie - zwłaszcza modele z systemem ergoACTIV, który w mocnym uogólnieniu, ma mocowany pas biodrowy na przegubie kulowym.

black diamond ergoactiv inside
System nośny jest na tyle wygodny, że pod obciążeniem dziesięciu kilo byłem w stanie tańczyć taniec hula :)
Pas biodrowy mocno uniezależnia ruchy ciała od plecaka. Dodatkowo wahadłowe szelki, pozwalają na bardziej naturalne poruszanie się całego korpusu podczas ruchu.

Pas biodrowy jest wymienny i dokręcany jedną śrubą imbusową (klucz w zestawie). Po odkręceniu pasa mamy dostęp do systemu regulacji długości pleców. Mimo, że plecaki występują w kilku rozmiarach, to i tak możemy podnieść, bądź obniżyć pas biodrowy.

Łyżką dziegciu w związku z tym systemem, jest tylko obawa o wytrzymałość elementów, które będą o siebie tarły.

System uproszczony, reACTIV jest wygodny, ale robi już mniejsze wrażenie przy masie ładunku około dziesięciu kilo. Ten system nie ma tego elementu kulowego, pas biodrowy wysuwa się u dołu na elastycznych taśmach. reACTIV jest stosowany w plecakach, które służą do przenoszenia mniejszych obciążeń oraz w nowej serii plecaków wspinaczkowych (tak, tak seria dla ścianołazów też się zmieni).

Dla ułatwienia wybory powstałĸa strona activeformdesign.com, na której można dokładniej obejrzeć plecaki z serii Launch i Enduro.

Model Boost (32 litry, 1,3kg) uplasował się wysoko na liście "Chcę To Mieć", wiec jest szansa, że niedługo napisze coś więcej o użytkowaniu tego wynalazku.
Gdyby jeszcze Axioma zrobili z systemem ergo...

black diamond boost pack

Przepraszam za jakość zdjęć, ale przedstawiciel BD mnie zaskoczył i miałem tylko komórkę pod ręką.

18 czerwca 2010

Aloksak - woreczki strunowe.

Niby żadna rewelacja, ot woreczki strunowe zabezpieczające przed wilgocią.
Na każdym z nich dumny napis "Tested and approved by the U.S. Navy" - co budzi we mnie przewrotne skojarzenia lub wizje lotniskowca szczelnie opakowanego w taki worek.

Aloksak
Pomijając marketingowe hasła i zapewnienia o wodoodporności na 60m, Aloksak produkuje wytrzymałe i szczelne woreczki na drobiazgi.

Ja zdecydowałem się na zakup ich produktów w zasadzie w jednym celu - potrzebowałem małego opakowania na apteczkę "wypadową". Na dłuższych wyjazdach używam małej apteczki Deutera, która jest dla mnie wystarczająca, ale na weekendowy wypad w kapuściane góry zabieram niewiele więcej niż plastry, folię NRC i parę pigułek.
Przez pewien czas nosiłem taki zestaw w woreczku strunowym, w jaki była zapakowana NRC'eta, ale nie przeżył on próby czasu, no i nie był szczelny na szwach (zgrzewach).

Obecnie są osiągalne w Polsce woreczki Aloksak w zestawie 3 sztuk:

1. 12.7x10.1 cm,
2. 17.1x15.2 cm,
3. 22.9x15.2 cm.

Każdy z woreczków posiada zapięcie strunowe składające się z 3 równolegle biegnących strun.
Szerokie zgrzewy na bokach budzą spore zaufanie, a brak zgrzewu na dole jeszcze je pogłębia.
Sam materiał, z którego są wykonane sprawia wrażenie elastycznego. Nie jest sztywny, przez co wydaje się ciut delikatny, jednak wystarczy go porównać z foliowym woreczkiem strunowym, by dostrzec przepaść, która je różni.

woreczki strunowe aloksak
Na pierwszy rzut poszedł najmniejszy z całej trójki - główny powód zakupu.
Weszło do niego całkiem sporo, a jednocześnie pakiet jest na tyle mały, że od biedy mieści się w kieszeni spodni albo bluzy.
Pakiecik zawiera: Folia NRC, plastry z opatrunkiem do cięcia, plastry z opatrunkiem w różnych rozmiarach, gaziki nasączane spirytusem, piguły p. bólowe, stoperan, taśmę życia, patyczki kosmetyczne, agrafki, ziplocki (trytytki?), zapałki, gwizdek...
Jak widać wyszedł zestaw apteczkowo-reperacyjno-higieniczny.

Średni worek jest idealny do przenoszenia dokumentów i wrażliwego na wilgoć sprzętu - komórka aparat, karty pamięci, zapalniczka...
Ten worek maltretuję najczęściej, ze względu na to co zawiera, jest najczęściej otwierany, zamykany zaginany, wypychany - zobaczymy jak długo pożyje - na próbę nosze go również na co dzień w plecaku miejskim.

Największy worek jest hmm, najbardziej frustrujący - jest dosłownie o 2-3 centymetry za krótki, żeby weszła do niego mapa. Zgięta na pół wchodzi bez problemu i zostaje jeszcze miejsce na kompas/gps.
W takim układzie używałem tego worka w deszczu, zgięta odpowiednio mapa + smartfon z włączonym giepeesem. Mapa jak i telefon przeżyły to bez uszczerbku.

Woreczki Aloksak nie tylko są wodoodporne, ale też gazosczelne (airtight). Po wyduszeniu z nich powietrza i zamknięciu wyglądają jak pakowane próżniowo.

14 czerwca 2010

Spirytus w puszcze.

Używam kuchenki gazowej, jednak podczas weekendowych wypadów w niższe góry, zabieranie ze sobą palnika i paliwa wiąże się z dodatkowym miejscem w plecaku i wagą.
Próbując oszczędzić sobie noszenia zacząłem różne eksperymenty.

Początkowo zrobiłem samoprężną kuchenkę pepsi can stove z dyszami po bokach, która jest wydajna, ale niewygodna w obsłudze trzeba ją podpalić od zewnątrz żeby zastartowała.

Z uwagi na to, że w niższych górach zazwyczaj nie ma problemu z dostępnością drewna, zacząłem eksperymenty z kuchenką na gaz drzewny, ale w wersji lekkiej (z puszek) dalej nie mogę dojść do ładu - albo pali się drewno (nie gaz) albo szybko gaśnie.

Zniechęcony eksperymentami postanowiłem wrócić do paliwa płynnego i zrobić absolutnie prostą konstrukcję opartą na konstrukcji Supercat Stove.


Kuchenka jest zrobiona z wąskiej puszki, więc lepiej działa z kubkiem niż kuchenka z puszek po napojach.
Co ciekawe inaczej niż w supercat'cie, górne otwory, a nie dolne, działają jako dysze.

Nie jest to demon szybkości, czasu nie mierzyłem, ale orientacyjnie czas gotowania około pół litra wody bez przykrycia to około 8 minut.
Akurat, żeby się zebrać i spakować przed śniadaniem :)



Kuchenka spirytusowa z pewnością nie może zastąpić gazowej czy benzynowej, jednak w kontekście weekendowej turystyki w niewymagającym terenie, pozwala obniżyć wagę, objętość i koszty gotowania.

Niewątpliwym minusem tego paliwa jest tempo gotowania, duża wrażliwość konstrukcji na wiatr (konieczna jest osłona) i zapach denaturatu.

Sama kuchenka ma niewielką żywotność, ale w końcu jest zrobiona z czegoś, co zazwyczaj ląduje w śmietniku.

Prawdę powiedziawszy, powyższy eksperyment wykonałem z czystej ciekawości, jeśli chciałbym używać alkoholu do gotowania, kupiłbym Trangię.

Zdecydowanie wolę używać kuchenki gazowej, a z kuchenkami na gaz drzewny jeszcze powalczę ;)

Kieszeń bez dna?

Kieszeń na pasie biodrowym.
Niby nic wielkiego, ale jakże przydatna. Dobrze skrojona kieszonka na pasie nie dość, że pomieści masę drobnych rzeczy, to do tego nie będzie zbyt przeszkadzać czy wisieć jak jest pusta.

Osobiście nie używam kieszeni bocznych w plecakach (wyjątek - boczne siatkowe), w kieszeni na klapie noszę niewiele, ale za to kieszonka na pasie biodrowym kryje masę rzeczy, które są w zasięgu bez konieczności zdejmowania plecaka.

kieszeń na pasie biodrowym
Na zdjęciu widać co miałem ze sobą w ten weekend:
Petzl e+LITE,
drobne,
sztyft ClimbOn, duży faktor przeciwsłoneczny, teoretycznie do smarowania ust ale dobry też na nos i czubki uszu,
Wenger Clipper, scyzoryk z obcinaczką do paznokci,
gwizdek,
dwa małe karabinki, do dopięcia aparatu, przypięcia tarpu, etc.

Oprócz w/w często lądują tam klucze do domu, bilet na przejazd, zapasowa karta pamięci, drugi lub inny scyzoryk...

Ciekaw jestem co Wy nosicie w takich kieszeniach?

Mleko w tubce.

Ostatnie upalne dni nie sprzyjały przyjemnemu chodzeniu w terenie (w mieście też nie).
Wiadomo, że w taką pogodę należy przede wszystkim uzupełniać płyny, ale na samej wodzie nie pociągnie się długo.

mleko w tubce z kawąJako znany łasuch preferuję "szybkie kalorie" podczas ruchu, co najczęściej sprowadza się do jakiegoś rodzaju batonów, czekolady czy innych słodkości. Domowe batony energetyczne dają energię na dłużej, ale nie zawsze chce mi się je robić (zwłaszcza przed krótkimi wyjazdami), więc korzystam z tego, co mogę kupić w drodze na dworzec lub do auta.
Kończy się to najczęściej batonami w/z/między czekoladą lub inna polewą, które przy temperaturach powyżej 20°C radykalnie zmieniają swój stan skupienia.
Jednym ze sposobów uniknięcia jedzenia półpłynnej masy, w foliowym opakowaniu, jest kupienie ćwierć płynnej masy w tubce - mleka zagęszczonego.

Wiem, że ameryki tu nie odkryłem, ale pierwszy raz spotkałem się z takim mlekiem z dodatkiem kawy naturalnej. Czy działa ono pobudzająco - trudno stwierdzić, ale na pewno ma fajny smak - jest oczywiście słodkie, ale gorzka kawa sprawia, że nie wykręca zębów od tej słodyczy.

Ciekawe, czy częściej będę znajdował tubki z mlekiem o takim smaku w okolicznych sklepach?
Inne smaki od tego producenta są dość powszechnie dostępne.