1 października 2009

Montane Oryx Jacket.

Cieńki polar, polar setka, Powerstretch? Mniej więcej takie słowa mi się nasunęły na myśl, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z bluzą Montane Oryx.

montane oryx jacket

Tak naprawdę Oryx jest zrobiony głównie z Polartecu® PowerDry® oraz DRYACTIV® Express w strefach pod pachami i na rękawach. Oba materiały są elastyczne, dzięki czemu bluza dobrze przylega do ciała.

No właśnie, PowerDry®, zawsze kojarzyłem ten typ materiału raczej z cienkim materiałem o fakturze siateczki, stosowanym na koszulki i inne rodzaje bielizny.
A tu jest on w dotyku niemal tak gruby jak Polartec Micro albo inna "setka"...
Dodatkowo gęsto tkana zewnętrzna powierzchnia i domieszka Spandexu upodabnia go raczej do cienkiego Powerstretchu®

O co w tym wszystkim chodzi, czemu jest to podobne a jednocześnie czym się różni od w/w materiałów?
Polartec Classic 100/Micro jest jednym z najlżejszych i najpopularniejszych rodzajów fleecu. Znakomicie sprawuje się jako lekka warstwa termiczna pod wiatrówką czy kurtką zewnętrzną. Jest chyba najczęściej stosowanym typem lekkiego docieplenia.
Polartec Powerstretch jest chyba pierwszym, a na pewno najbardziej znanym typem elastycznego fleecu. Dodatek włókien elastycznych sprawia, że tkanina przylega do ciała i zachowuje się jak druga skóra. Powerstretch jest często odbierany jako częściowo odporny na wiatr, za sprawą bardziej zbitej zewnętrznej powierzchni i lepszego przylegania do ciała.
Polartec PowerDry przez inna strukturę materiału ma, w porównaniu do powyższych materiałów, lepsze właściwości odprowadzania potu - działa sprawniej i szybciej. Najczęściej jest spotykany w odmianie cienkiej, idealnej na tzw. pierwszą warstwę.

W Oryxie, Montane zdecydowało się na połączenie termiki, elastyczności i najlepszego odprowadzania potu w jednej bluzie.
PowerDry zastosowany w tej konstrukcji, jest elastyczny w 4 kierunkach, ma grubość 194g/m², i oczywiście strukturę odpowiedzialną za szybkie odprowadzanie wilgoci.
Ponadto panele E.B.P. (Enhanced Breathing Panels) pod pachami i wzdłuż rękawów zrobiono z elastycznego, cieńkiego poliestru DRYACTIV® Express.

Krój i bajery

Oryx posiada długi - pełny zamek YKK z półautomatyczną maszynką. Pozwala to na rozpięcie zamka jedną ręką oraz na skuteczne zablokowanie go tak, żeby sam się nie rozpinał. Dodatkowo maszynka jest mała i płaska.
Zamek, od spodu, na całej swojej długości jest ładnie wykończony dwoma miękkimi patkami, które po zapięciu zamka łączą się i chronią skórę (i włosy) przed zamkiem.
Na prawej piersi znajduje się mała kieszonka z zamaskowanym zamkiem. Kieszonka posiada w rogu mały otwór od wewnętrznej strony, przez który można wysunąć kabel słuchawek. W kołnierzy znajdziemy też dwie elastyczne pętelki do przytrzymania słuchawek w odpowiednim miejscu.
Kieszonka idealnie sprawdza się zimą, kiedy warto mieć dobrze ogrzaną baterię w komórce czy w mikro-aparacie.
Jeśli o kieszonkach mowa, to jest jeszcze jedna - nieoczywista, bo to kieszonka na wieszak i metki. Znajduje się na karku, przy dolnym szwie kołnierza (widoczne na powyższym zdjęciu ze schowanymi metkami). Naturalnie metki zawsze można wyciąć, ktoś powie, ale wieszaczek do powieszenia bluzy "na kołku" mnie się czasem przydaje.
Za to po schowaniu, nie ma mowy o drapiących metkach.
Jedna czwarta obwodu rękawa (na całej długości) jest zrobiona z cieńszego materiału niż reszta bluzy - Dryactive® Express. Ta strefa płynnie przechodzi pod pachę i ciągnie się aż do dołu bluzy.
Montane określa ją mianem Enhanced Breathing Panels (E.B.P.), czyli paneli poprawiających oddychalność - nazwa w tym przypadku jest bardzo trafiona.
Strefy E.B.P. w odzieży Montane pokrywają się w poszczególnych warstwach, np. w Oryxie i wiatrówce Featherlite Marathon Jacket.

A jak to działa?
Oryxa mam od grudnia 2007 roku i muszę przyznać, że jest to moja "najulubieńsza setka".

Montane Oryx on vick
Zimą, noszona jako pierwsza warstwa, zapewnia odpowiedni poziom izolacji i dużo lepszą swobodę ruchu niż zwykła setka.
Tu rzeczywiście przydatnym bajerem jest wewnętrzne wykończenie zamka i kieszonka na wieszaczek - nic nie gryzie i nic nie drażni skóry.
Latem, Oryx ląduje w plecaku jako rezerwowa warstwa docieplająca - jest na tyle mały po spakowaniu, że nie przeszkadza w plecaku, a długi zamek umożliwia wygodne zakładanie bluzy oraz dużą możliwość termoregulacji. W zależności od tempa marszu i temperatury zewnętrznej, odpinanie zamka oraz podwijanie rękawów ogranicza konieczność zatrzymywania się na przebieranie. Boczne panele umieszczone w strategicznych miejscach zapobiegają przegrzewaniu się.
Przy umiarkowanie silnym wietrze nie zakładam nawet wiatrówki. Gładka, elastyczna powierzchnia bluzy nosi tylko nieznaczne ślady po szelkach plecaka.
Przez całą resztę roku, w górach i na codzień, traktuję Oryxa jako lekką, wygodną bluzę.

Oryxa mam w genialnym kolorze paprika (kolor sproszkowanej papryki), niestety ten kolor zostaje zastąpiony przez alpejską czerwień. Dlatego już teraz kupiłem drugiego Oryxa. Bluza poczeka pewnie jeszcze trochę na dnie szafy, bo pierwsza jakoś nie specjalnie chce się zużyć :)

Oryx posiada swój odpowiednik dla kobiet o nazwie Gazelle.
W stosownie innym kroju i z kieszonką na ramieniu.

29 września 2009

Wkładki do butów Superfeet.

Jak już wcześniej wspominałem, na naszym rynku pojawią się niebawem wkładki do butów Superfeet.

wkładki do butów superfeet soles
Pod moje stopy dostały się wkładki Superfeet Blue - według producenta, najbardziej uniwersalny model z całej kolekcji, przeznaczony głównie do butów sportowych i lekkich butów górskich, w których nie ma zbyt wiele miejsca na grubszą wkładkę w kolorze zielonym. Superfeet ma odmienny niż większość producentów pomysł na to jak powinna działać wkładka, zamiast formować ją do konkretnej stopy jak robi to np. Sole, oni zapewniają neutralną/poprawną podporę pięty i sklepienia.
Na pierwszy rzut oka wygląda to mało zachęcająco - zamiast miękkiej, amortyzującej wkładki, jest kawał sztywnego plastiku.
Inaczej też dobiera się wkładki do stopy - decydująca jest długość stopy od pięty do śródstopia (de facto długość tego plastiku pod wkładką) a nie długość całej stopy - wkładkę się docina odpowiednio do buta.

Nie należy oceniać wkładki po okładce.
Po odpowiednim docięciu długości i dopasowaniu do buta, Superfeet nosi się bez problemu i moje obawy przed słabą amortyzacją i pozorną twardością wkładki były nieuzasadnione.
Póki co stosowałem je w butach niskich, typu biegowego, bo w takich chodzę po górach w sezonach bezśnieżnych i tu rzeczywiście widać, że wkładki zostały do takich butów stworzone. Zarówno na łatwych szlakach beskidzkich jak i w Tatrach dają odpowiedni efekt - stopy nie bolą i nie czuć wkładki w bucie.
Co lepsze, nie czuć też wkładki po wyjęciu nogi z buta :)

Przed Superfeet'ami jeszcze sprawdzian w butach zimowych, dla mnie ważniejszy niż letni - zobaczymy jak sobie niebieskie radzą z ciężkim sprzętem.
Jeśli słabo, trzeba będzie kupić zielone, a niebieskie zostaną do lekkich butów.

23 września 2009

Jesień.

Od dziś mamy jesień w kalendarzu, w górach jest już widoczna i można ją odczuć chociażby podczas rześkich poranków i chłodnych wieczorów.



Pogoda trochę temu przeczy - dziś ma być w Krakowie 25°C, może dlatego jest jeszcze tyle tłumów na szlakach.
Ale już niedługo, już niedługo... :]

21 września 2009

Kubek termiczny.

lifventure thermal mugNigdy nie czułem potrzeby posiadania kubka termicznego. Zawsze był to dla mnie synonim kolejnego, nikomu niepotrzebnego gadżetu, który jest "niezbędny każdemu turyście".
Częściowo wpływ na takie odbieranie tych przedmiotów ma zapewne fakt, że nie pijam wrzątku - lub patrząc z innej strony - piję raczej letnią herbatę, a nie taką tuż po wlaniu do kubka :)
Niemniej ważne jest to, że klasyczny kubek termiczny ma zbyt mało zastosowań:
nie można w nim gotować (stawiając na palniku), nie trzyma temperatury tak długo jak termos, no i nie można włożyć go do plecaka jeśli jest w nim płyn, zwyczajnie przecieka spod przykrywki.

Muszę przyznać, że mimo całego sceptycyzmu zaskoczył mnie kubek Lifeventure.
Był to pierwszy szczelny kubek termiczny, z którym się spotkałem (potem widziałem jeszcze podobne robione przez SIGG).
No tak, ale - mam litrowy termos, stado kubków, w których mogę zagotować wodę, to po co mi jeszcze dodatkowe 300g (!) w plecaku?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta i wynika z mojego lenistwa i manii zmniejszania objętości a nie wagi - jest wygodny.
Na wypady jednodniowe nie zabieram termosu - bo jest duży i ciężki. Gorący płyn wlany do Nalgene i opatulony pokrowcem i kurtką z primaloftu, na mrozie stygnie w ciągu 1-2 godzin.
Dlatego wiążę duże nadzieje z używaniem tego kubka podczas zimowych (i nie tylko) krótkich wypadów, podczas długich wyjazdów dalej nie widzę specjalnego sensu jego użycia.
Latem jest szansa na wypicie zimnego napoju zamiast ciepłej lury nagrzanej w plecaku.

lifeventure thermal mugKubek jest zrobiony ze stali nierdzewnej, w środku powleczony jest jakimś rodzajem lakieru, który wydaje się być zbliżony do teflonu czy innej powłoki antyadhezyjnej. Nakrętka składa się z dwóch części, obie posiadają gwint zewnętrzny - czyli część dolna wchodzi w kubek, część górna w dolną część nakrętki. Dlaczego taka skomplikowana konstrukcja? Otóż górna część kryje zawór odpowietrzający - dzięki niemu można łatwo odkręcić zassany kubek. Uwierzcie mi - to działa, z ciekawości zakręciłem tylko dolną część i żeby ją odkręcić potrzebowałbym chyba klucza francuskiego z długą rączką :)
Wewnętrzny gwint w kubku pozwala na wygodne picie bezpośrednio z niego. Brzeg kubka jest gładki i ładnie wykończony - lekko wyprofilowany.

Kubek jest oczywiście po zakręceniu szczelny, spokojnie można wrzucić go niedbale do plecaka i być spokojnym o inne rzeczy.
Póki co, miałem okazję tylko parę razy go użyć m.in. podróż z dobrą kawą z domu do pracy - wypita ze smakiem po dobrych trzech godzinach od wlania, gorąca czekolada - po dwóch godzinach ciągle parzyła usta.
Najbardziej byłem ciekaw czy nada się on do zrobienia ciepłego quasi-posiłku na szlaku - po ok. czterech godzinach od wyjścia, jadłem rozgrzewającą i zapychającą zupkę hau-hau.

Fakty
Posługując się średnio dokładnym, rtęciowym termometrem ciemniowym ustaliłem, że w temperaturze pokojowej, po pięciu godzinach od wlania, temperatura wody w kubku spadła do 61°C.
Temperatura początkowa 98°C

Więcej uwag wrzucę jak już trochę go poużywam, póki co sprawia bardzo pozytywne wrażenie.
Jedyny minus, to początkowy "plastikowy" zapach. Błe!

7 września 2009

Kawa.

coffie lover
Kolejny "pierwszy wtorek tygodnia" zaczął się jak zwykle od kawy.
Napój podobno bardziej popularny od herbaty, pochodzący z Etiopii, spopularyzowany w krajach arabskich, następnie trafił do Europy i Ameryki.

Problem z kawą jest taki, ze ta "prawdziwa" i naprawdę dobra wymaga do przyrządzenia zazwyczaj specjalnego naczynia - albo mosiężnego rondelka albo mojej ulubionej moki.
W czym ten problem? W tym, że jeszcze nie znalazłem lekkiej, turystycznej wersji kawiarki, a siateczkowe praski do zsuwania fusów na dno mnie nie przekonują (bardziej to, co za pomocą nich się uzyskuje).
Może ktoś zna jakiś sposób na dobrą mokę w terenie?
Jeśli nie, to i tak życzę Wam udanego pon... pierwszego wtorku tygodnia.